Bory Tucholskie

Bory Tucholskie – obszar geograficzny i przyrodniczy

W pierwszym przypadku jest to pojęcie obejmujące dość sporą przestrzeń Polski północnej, drugim po Puszczy Białowieskiej zalesionym obszarem kraju.
Pojęcie to często jest tożsame z Równiną Tucholską (i taki termin możemy często spotkać w publikacjach geograficznych), która jest jednym z subregionów Pojezierza Pomorskiego i położona jest w dorzeczu rzek Brdy i Wdy. Bory Tucholskie położone są na terenie dwóch województw: kujawsko-pomorskiego oraz pomorskiego.

Obszar Borów szacuje się na około 2700 kilometrów kwadratowych i stanowi on głównie płaską równinę sandrową, choć jest on urozmaicony licznymi rynnami, wytopiskami, wydmami, dolinami rzecznymi oraz wzgórzami morenowymi, które z kolei są pozostałościami po działalności lodowca.

Zmiany, które nastąpiły na przestrzeni wieków w środowisku naturalnym sprawiły, że dziś nie ma tutaj pierwotnej puszczy, w której przeważały buki, graby, dęby czy lipy. Puszczy, którą zamieszkiwały m.in. tury, niedźwiedzie, wilki, a nawet łosie.

Jakie czynniki spowodowały zmianę charakteru tego obszaru?
Dawna Puszcza Tucholska, na skutek przetaczających się przez nią wojen i długotrwałej nieprzemyślanej gospodarki leśnej, już dawno utraciła swój puszczański charakter. Dziś przeważa tutaj drzewostan sosnowy, najczęściej w charakterze jednolitego boru sosnowego. Na szczęście, gdzieniegdzie ostały się nieliczne już relikty dawnej, zróżnicowanej, puszczańskiej szaty leśnej, są one najczęściej zamienione w rezerwaty przyrody.

Bory Tucholskie – obszar kulturowy

W ujęciu kulturowym Bory Tucholskie to jeden z regionów etnograficznych Pomorza Gdańskiego xlsx. To kraina wciśnięta pomiędzy Kaszuby, Kociewie i Krajnę. Tak rozumiane Bory Tucholskie to przede wszystkim teren, zamieszkały przez  – grupę etniczną “Borowiaków”, która na wskutek całych wieków zamieszkiwania trudno dostępnych terenów śródleśnych, wykształciła swoją odrębność. Regionalna odrębność dotyczy zarówno gwary, jak i kultury czy ubioru, choć posiada wiele cech wspólnych z sąsiednimi regionami Kaszub oraz Kociewia.

Mieszkańcy tego terenu trudnili się m.in. bartnictwem, bogate w zwierzynę tereny dawały zajęcie myśliwym, a gęsta sieć rzek i jezior przyczyniła się do rozwoju rybołówstwa i flisactwa. Przez stulecia na terenie Borów rozwijało się smolarstwo i wypalanie węgla drzewnego. W późniejszym czasie, wraz z rozwojem przemysłu drzewnego, powstawały tu liczne tartaki.

Niedostępna leśna kraina często była azylem dla wszystkich ludzi skłóconych z prawem – zbiegów, dezerterów, chłopów szukających schronienia przed przemocą swoich panów. Nie było jednak mowy o samowoli. Zarówno łowiectwo, jak i pozyskiwanie drewna, połów ryb, były obwarowane stosownymi zapisami prawnymi, których złamanie groziło poważnymi konsekwencjami.

Granice etnograficzne Borów wydają się dość trudne do uchwycenia. Jest to o wiele trudniejsze niż w przypadku granic geograficznych. Na przestrzeni lat, wielu badaczy próbowało się tego podjąć, między innymi ksiądz Bernard Sychta, który badał nasz region w trudnym okresie okupacji hitlerowskiej.

Badacz w swojej pracy pt. “Kultura materialna Borów Tucholskich”, jako ogólnie uchodzące za borowiackie wymienia takie miejscowości (i okolice wokół nich), jak:
Bysław, Bysławek, Cekcyn, Czersk, Drzycim, Jeżewo, Legbąd, Lipinki, Lniano, Lubiewo, Łąg, Odry, Osie, Osiek, Osieczna, Rytel, Szlachta, Śliwice, Tuchola, Wda czy też Zdroje 코어소리영어 다운로드.

Niektóre z tych miejscowości dzisiaj zaliczane są do regionów sąsiednich, wydaje się więc, że sztywne granice, szczególnie z regionem kociewskim czy kaszubskim, nie zostały ustalone ponieważ są one raczej płynne i nieostre.

Historia Borów Tucholskich

Wczesne ślady osadnictwa

Na terytorium Borów znajdują się ślady bardzo wczesnego zasiedlania tych terenów, w tym najstarsze z nich pochodzą z epoki kamiennej.
Następnie ludność pochodzenia naddunajskiego przyniosła na te ziemie znajomość rolnictwa, hodowli zwierząt i garncarstwa. Było to w okresie neolitu.
W późniejszym okresie (w epoce brązu i żelaza) region został opanowany przez prasłowiańską kulturę łużycką.

Okres średniowiecza

W kolejnych wiekach Bory Tucholskie wchodziły w skład niezależnego księstwa – Pomorza Gdańskiego, których władcy w czasach Bolesława Krzywoustego toczyli boje z przedstawicielami dynastii Piastów, posuwając się w swoich podbojach aż po linię rzeki Noteć.
Książętom pomorskim zawdzięcza Tuchola – stolica Borów, rozwój i przywileje, choć de facto, do momentu jego pożaru, większe znaczenie miał gród w Raciążu.

Od  roku 1309 Bory Tucholskie przeszły we władanie Zakonu Krzyżackiego, w którego rękach Bory znajdowały się przez blisko 160 lat. W tym okresie nastąpił rozkwit regionu, lecz przetoczyło się też przez niego wiele wojen.

Na  mocy II pokoju toruńskiego w 1466 roku Bory weszły w skład województwa pomorskiego Królestwa Polskiego.
W drugiej połowie XV wieku i przez cały wiek XVI, nastąpił rozwój gospodarczy dla regionu.
Niestety wojny szwedzkie nie oszczędziły terytorium Borów i doprowadziły je do kompletnej ruiny, z której nie mogły podnieść się aż do końca rzeczpospolitej szlacheckiej 다운로드.

W wyniku pierwszego rozbioru Bory Tucholskie przechodzą wraz z całym Pomorzem pod zabór pruski, wchodząc w skład prowincji Prusy Zachodnie (Provinz Westpreußen). Niosło to ze sobą konsekwencje społeczne (napływ kolonistów niemieckich) oraz polityczne i gospodarcze (obok budowy nowych obiektów odbywała się rabunkowa polityka leśna władz pruskich).

Po 148 latach, w styczniu 1920 roku większa część obszaru Borów znalazła się w województwie pomorskim odrodzonej, II Rzeczpospolitej. Okres dwudziestolecia międzywojennego charakteryzował się dużym ożywieniem w sferach życia publicznego, powstawały nowe towarzystwa i organizacje skupiające członków z całego regionu.

Druga wojna światowa

We wrześniu 1939 roku, kolejny raz pożoga wojenna nie oszczędziła Borów Tucholskich.
W pierwszych dniach wojny odbywały się tu kluczowe epizody kampanii wrześniowej, a następne miesiące i lata okupacji niemieckiej odznaczały się terrorem wobec ludności polskiej.
Szacuje się, że ponad 21 tysięcy osób zostało zamordowanych.

Leśne, trudno dostępne tereny stworzyły doskonałe warunki dla działalności partyzantki.
Działały tu między innymi: Tajna Organizacja Wojskowa “Gryf Pomorski”, Armia Krajowa i kilka pomniejszych organizacji konspiracyjnych.

W połowie lutego 1945 roku nacierająca ofensywa wojsk Armii Czerwonej spowodowała wycofywanie się Niemców z regionu.
Nastąpił okres odbudowywania organizacji życia administracyjnego i gospodarczego w warunkach nowej, pojałtańskiej sytuacji ustrojowej.

Bory dzisiaj

Rok 1989 pozwolił mieszkańcom na korzystanie w pełni ze swobód obywatelskich, otwierając wiele nowych możliwości dla naszego regionu i jego mieszkańców 스타 빠무 다운로드.

Duch Borów Tucholskich

Legenda o psotnym duszku z głębi Borów

Bory Tucholskie zajmują znaczną część powiatów kościerskiego, tucholskiego, chojnickiego, świeckiego i starogardzkiego. Są największym kompleksem leśnym Pomorza Wschodniego, a najpiękniejsze ich partie rozciągają się po obu stronach Brdy i Wdy, zwanej też Czarną Wodą.

Od dawna wiadomo, że mieszkańcom borów często o północy ukazuje się psotny duch. Siedzi on w dwukółce ciągnionej przez dwa karę konie z ognistymi oczami. Duch otulony jest w biały habit i przypomina zgarbionego zakonnika. “Niezależnie od tego, czy powóz jedzie w głębokim piasku po pustych leśnych drogach, czy po zlodowaciałym śniegu, zawsze wydaje on głośne, z daleka słyszalne odgłosy. Wydaje się, że mknie z wielką szybkością po nierównym kamiennym bruku. Czasami słychać też głośny szczęk łańcuchów.

W pewną mroźną, zimową noc jeden gospodarz wracał z Tucholi do swej leśnej osady. W środku mrocznego boru jego koń ciągnący sanie nagle stanął, zaczął się trwożyć i głośno dyszeć. Nie można go było zmusić do dalszej jazdy. Droga prowadziła tutaj przez głęboki jar do doliny Wdy. Nagle z tyłu doszły gospodarza odgłosy pędzącego powozu. Obejrzał się i stwierdził ze zgrozą, że to dogania go powózka ze złowieszczym duchem. Zwida galopem przemknęła obok, nie dotykając jednak jego sań.

Po tym zdarzeniu przestraszony koń nie chciał ruszyć z miejsca. Wszelkie namowy, okrzyki i uderzenia batem nie dawały rezultatu 다운로드. Gospodarz więc wyszedł przed konia aby sprawdzić, co powstrzymuje go od dalszej jazdy. Z przerażeniem zobaczył, że w odległości trzech, a może czterech kroków stały dwa karę konie z ognistymi oczami, a za nimi powóz ze złym duchem. Gospodarz odruchowo uczynił znak krzyża i w tym momencie upiorna zjawa z łoskotem i dudnieniem odjechała w las.

Teraz i koń ruszył w drogę do domu, potem jednak przez dwa dni nie chciał nic jeść. Po kilku dniach zwierzę uspokoiło się, ale w godzinach nocnych nie dawało się już wyprowadzać ze stajni.

Na podstawie: R.A. Regliński, “Legendy Borów Tucholskich”, wydawnictwo Region, Gdynia 2001 oraz M. Ollick “Maltych i grapa” wydawnictwo LOGO, Tuchola 2007

Plamy na księżycu

(Zanotowane w Starej Rzece)

Kłusownik na księżycu

Wiele, wiele lat temu pewien człowiek z Borów Tucholskich chciał przy jasnym świetle księżyca zakłusować na leśną zwierzynę.
W krótkim czasie zdołał upolować za pomocą potajemnie zakupionej strzelby dorodnego koziołka. Przerzucił go sobie przez plecy i pośpiesznie udał się do domu, gdy wtem drogę zagrodziła mu jakaś ponura, groźna postać.
Przestraszył się kłusownik i rzucił się pędem w boczną drogę, by uciec z lasu do bliskiej już chaty, ale zjawa pojawiła się przed nim powtórnie. Stawała się coraz większa i groźniejsza, wkrótce osiągnęła już niemal wierzchołki najwyższych sosen w puszczy. Duch chwycił kłusownika za kołnierz i rzucił go mocno, aż na księżyc. Ciemne plamy, które widzimy dziś na księżycu, to właśnie złodziej ze zwierzyną na plecach.

Złodziej kapusty

Pewien ubogi rolnik z puszczy, miał na swym podmokłym, torfiastym poletku zasadzone trochę kapusty 다운로드. Cieszył się bardzo, bo rośliny dobrze się rozwijały. Grządki ogrodzone były płotem, by ochronić kapustę przed leśną zwierzyną.
Pewnej księżycowej nocy przyszedł zły sąsiad i wyciął najpiękniejsze główki. Z barkami obciążonymi kapustą podążał do chaty, gdy wtem księżyc chwycił go i przyciągnął do siebie razem z przywłaszczonym dobrem. Plamy na księżycu to właśnie złodziej z kapustą w ramionach.

Skąpa kobieta

Pewna skąpa kobieta udała się niedzielnego wieczoru do pobliskiego lasu, by ukraść drewno na następny tydzień. Robiła to od wielu lat, jeszcze nikt jej nie nakrył. Była już stara i włosy jej siwiały. Z trudem mogła unieść wiązkę drewna, lecz nie zaniechała niecnego procederu. Owej księżycowej niedzieli uginała się więc pod ciężarem i rzucała najcięższe przekleństwa. W jednym momencie została za karę przeniesiona na księżyc. Siedzi tam po wsze czasy i wyrywa sobie z rozpaczy siwe włosy. Długie nitki babiego lata, unoszące się w powietrzu jesienią, to właśnie jej wyrwane włosy.

Diabelski kamien w Leosi

W Leosi znajduje się również olbrzymi głaz narzutowy nazwany kamieniem św. Wojciecha. Granitowy głaz jest pomnikiem przyrody nieożywionej o obwodzie 24,5 m, szerokości 8,8 m i wysokości 3,8 m. W wykazie zinwentaryzowanych pomników przyrody 다운로드. Niektórzy twierdzą, że ¼ głazu jest widoczna, natomiast ¾ znajduje się pod ziemią. Jak jest jego historia?

Z głazem związana jest legenda która głosi, że tutaj diabeł przenosił kamień by przegrodzić nurt Wdy, na szczęście nie zdążył przed świtem i był zmuszony porzucić go kilometr od rzeki. Dlatego określa się go nazwą „Diabelski Kamień”.

Według innego podania które mówi że, z tego miejsca św. Wojciech wygłosił jedno ze swoich kazań w drodze do Prus. Jest wersja najbardziej prawdopodobna dlatego że, św. Wojciech wędrował przez nasze tereny do Prusów w roku 997, za panowania króla Bolesława Chrobrego.

Ze Świecia św. Wojciech rozpoczął swą podróż do Leosi, gdzie znajduje się ten wielki kamień. Św. Wojciech przebywając w istniejącym kościele grodowym, dowiedział się, że niedaleko świeckiego grodu znajduje się pogański ołtarz – wielki głaz przywleczony przez lodowiec i na tym głazie odprawiane są ceremonie związane z dawnymi bóstwami, w które wierzyła słowiańska ludność mieszkająca na tych terenach. Na tym kamieniu dawni kapłani składali swym Bożkom ofiary nie tylko w postaci jedzenia ale i ze zwierząt, a niekiedy i ludzi.

Św. Wojciech postanowił pokazać siłę chrześcijańskiej wiary w Boga. Przybył tutaj, w te okolice z towarzyszącym mu orszakiem oraz z uzbrojonymi wojami i zapowiedział tubylcom, że na ich „świętym: kamieniu odprawi mszę. Poganie struchleli z przerażenia, spodziewając się, że ich bogowie pomszczą „profanację” czczonego miejsca. Ludność okoliczna, która wierzyła w pogańskie bóstwa słowiańskie, myślała, że go trafi jakiś piorun, ziemia się zapadnie, różne inne wydarzenia się zdarzą, ale te stare słowiańskie bóstwa nie zadziałały. Wojciech namaścił kamień olejami, poświęcił, by wypędzić z niego złe duchy, odprawił na nim mszę świętą, a następnie wygłosił kazanie do zgromadzonych ludzi 진료의뢰서 다운로드. Po tym wydarzeniu poganie uznali niemoc swych bogów i pozwolili się ochrzcić.

Wiara, którą prezentował św. Wojciech była silniejsza dla nich i w ten sposób, ludzie mieszkający tutaj (zwani też jak „puszczańscy”, tak ich nazywano) przekonali się do wiary chrześcijańskiej i w taki to podstępny sposób św. Wojciech nawrócił słowiańskich pogan.
Legenda ta przyczyniła się do powstania drugiej wersji nazwy głazu – Kamień św. Wojciecha.

Zdaniem prof. Jacka Woźnego, archeologa z Uniwersytetu Kazimierza Wielkiego, wiele dużych kamieni zwanych było „od zawsze” diabelskimi, bo związane z nimi były lokalne legendy, w których występował diabeł. Dotyczy to głównie największych obiektów. Budziły one od stuleci podziw dla potęgi natury, ale też i pewnego rodzaju grozę. W Polsce najwięcej głazów diabelskich znajduje się na Pomorzu. Dlaczego? Jedynym sensownym wytłumaczeniem zdaje się być to, że tu chrystianizacja dotarła później i była trudniej akceptowana, niż w innych rejonach Polski. Może właśnie dlatego to, co wcześniej było diabelskie, a zarazem pogańskie, nie stało się „święte”, lecz pozostało „obce”?

Tak się składa, że im dalej na południe, tym więcej mamy dawnych pogańskich głazów nazywanymi dzis „świętymi”. Wojciecha, Jadwigi, Katarzyny, Kingi… W Wielkopolsce praktycznie każdy większy głaz ma za patrona któregoś ze świętych katolickich. Zwrot zaś „kamień diabelski” zupełnie nie jest znany i bardziej jest to nazwa potoczna, pomocna kosciołowi do wypedzenia kultu pogan.

Kamienie zarówno diabelskie, jak i święte to dwie najliczniejsze kategorie wśród głazów narzutowych. Z reguły powodem do uznania je za takie było ich specjalne położenie: np 다운로드. na bagnach albo w pobliżu góry, w miejscu niezwyczajnym. Przeważnie mają one ślady „stóp” lub „pazurów”. Te same zagłębienia raz interpretowano jako pochodzące od diabła, raz – od świętego. Zdaniem prof. Woźnego, głaz spod Leosi mógł pełnić w odległej przeszłości rolę ołtarza ofiarnego. Podobnie jak kamienie znajdujące się w Inowrocławiu, Janikowie, Kruszy Zamkowej, Strzelnie i Biskupinie. Niestety, niewiele o tym wiemy. Wokół „Diabelca” nie prowadzono jak dotąd badań archeologicznych.

Największe głazy często były źródłem określonych wierzeń i miejscem kultu. Wiele analogii można tu spotkać w pierwotnej religii Bałtów. Istniejące w niej silne związki z naturą bywają żywe do dziś. Niektóre z kamieni mają zagłębienia, miseczki czy wydrążone niecki. – W małych nieckach był zapewne wzniecany ogień, który potem mógł służyć do celów sakralnych, np. wzniecania stosów pogrzebowych – twierdzi prof. Jacek Woźny. – Tego typu obiekty występują często na dawnych cmentarzyskach. Ten zwyczaj – specjalnego uroczystego wzniecania ognia – przejęło chrześcijaństwo. Podobne zagłębienia występują np. na murach kościołów gotyckich. Może służyły one do wzniecania stosów inkwizycyjnych? Pod takimi kamieniami składano też ofiary np. duchom domowym, widziano w nich moc opiekuńczą.

Osobna kwestia to „skarby” zakopane przed wiekami pod takimi kamieniami, z których kilka zostało wydobytych podczas badań archeologicznych 다운로드. Zdarzyło się to m.in. w Turowie koło Lubrańca i w Kaczorach koło Piły. Zakopywanie przedmiotów w pobliżu głazów, zdaniem prof. Woźnego, miało charakter obrzędowy. Na ogół grzebano toporki, bransolety, ceramikę. Były to przedmioty użytkowe składane jakby w depozycie. Niewykluczone też, że zakopywano kosztowności, zbiory monet. Miejsca wokół największych kamieni chyba budzą szacunek i dziś – stąd poszukiwacze skarbów jakoś tam nie trafiają…